Rajskie Ptaki

Rajskie Ptaki

Kamienica przy ul. Kopernika 11 niby ładna, ale szary grudniowy poranek skutecznie zakrywa jej uroki. Projekt z lat 20. XX wieku autorstwa Franciszka Manowskiego, a sam budynek oddany został do użytku pod koniec lat 30. Dobrze wiedzieć, ale nie ze względu na architekta odwiedzam to miejsce. Tu znajduje się Dział Teatralno-Filmowy Muzeum Historii Katowic - dawne mieszkanie Barbary i Stanisława Ptaków. 

Gdy wchodzę po schodach, wita mnie szpaler postaci: olbrzymy w fantazyjnych kostiumach wyrysowane są czarnym markerem na niebieskim tle. Stoją nieruchomo, obserwują, czekają. Patrzą ponad tymi, którzy wspinają się po schodach, jednak ich obecność czuje się na karku. 

Docieram do drzwi prowadzących do muzeum. Mijam je. Na wyższych piętrach wymalowane są bowiem kolejne postacie. Wzdłuż jednej ściany, a potem freski zawijają się i pną po następnej aż do samej góry. Postacie nade mną straciły swoją czarno-niebieskość.  Zamiast niej paradują przede mną tysiącem jaskrawych kolorów i złoceń. Nie wolno tak ich zostawić, zasługują na spojrzenia tych, którzy wchodzą do muzeum. Trzeba się wspiąć na te kilka dodatkowych stopni… dla nich. 

Freski to tylko przedsmak tego, co czeka na mnie wewnątrz muzeum. Stworzono je na podstawie projektów kostiumów Barbary Ptak, która jest bohaterką i gospodynią Działu Teatralno-Filmowego. 

Na to miejsce trafiłem parę lat temu, przy okazji pisania przewodnika po Katowicach. Strona Muzeum Historii Katowic informowała, że poza siedzibą główną jest jeszcze kilka działów rozrzuconych po mieście. Pomyślałem, że może warto poświęcić tym miejscom dwa albo trzy  akapity. Kiedy dotarłem do mieszkania przy Kopernika, wiedziałem, że to, co tam znalazłem, nie zmieści się w dwóch, trzech ani nawet ośmiu akapitach… chyba, że pisałby je poeta.

Za drzwiami czekało na mnie 260 metrów kwadratowych rozłożone na dwóch poziomach. Na wprost wejścia - biura, po lewej galeria. Jest COVID, więc galeria pogrążona jest w ciemności. Odzywa się jedynie pożyczonymi końcówkami wypowiadanych przez gości wyrazów. Na środku widocznej sali stoi smutny, niebieski postument, czekający na lepsze czasy. Po prawej schody prowadzące na drugi poziom. Miejsce, w którym zakręcają, przyozdobione jest delikatnym witrażem w stylu art Deco. Ktoś zaplanował go tak, by wchodzący nie mógł myśleć o czymś innym. „Patrzysz na mnie, a skoro patrzysz, jesteś tu: wchodzisz po schodach” - zdaje się mówić.

W załamaniu schodów ustawiona jest biblioteczka, nad nią lewitują dwa pierwsze kostiumy, a wysoko nad nimi przestrzeń zamyka ciemny sufit wyłożony kasetonami. Podobno są gipsowe, ale złudzenie jest tak doskonałe, że postanawiam nie uwierzyć w informację o gipsie. Ściany pełne są twarzy. Głównie to twarze Pani Barbary i Pana Stanisława - dawnych mieszkańców tego miejsca i jego gospodarzy chyba już na zawsze. Żeby dowiedzieć się o nich więcej, trzeba wejść na górę. 

Mieszkania, nawet te największe, są tylko szeregiem pomieszczeń stanowiących napełnionych powietrzem. Można je rozpatrywać co najwyżej jako zadania z geometrii. Dopiero ludzka ręka nadaje im charakter, napełnia je życiem i osobowością. Gdy przed wojną mieszkał tutaj dyrektor generalny Huty „Pokój”  Józef Dangel, to on nadawał tej przestrzeni rytm, ta przestrzeń była opowieścią o nim i jego rodzinie. Gdy po wojnie władze nakazały podzielić tę przestrzeń zmienił się jej charakter, zmieniła się opowieść życiu pomiędzy ścianami - tymi starymi i tymi nowymi. Mieszkanie zapomniało o Dangelu, zaczęło snuć historię nowych lokatorów. Jedna z tych opowieści należała do Barbary i Stanisława Ptaków. 

Kim byli? On, z barwy głosu - barytonem, z zawodu - aktorem teatralnym i operetkowym. Mówi się, że był jednym z pierwszych polskich aktorów musicalowych, a w swoim czasie uznawano go za jednego z najpopularniejszy aktorów scen śląskich. Od jego nagród i wyróżnień uginają się stoły. Jego najsłynniejszą rolą był Don Kichot w „Człowieku La Manchy” (kostium błędnego rycerza stoi tuż obok pianina u szczytu schodów). Zmarł w 2002 roku. 

Ona - kostiumolożka teatralna i filmowa. Współpracowała przy ponad dwustu projektach. Także jej nagrody i wyróżnienia ważą wiele kilogramów. Cztery filmy, do których tworzyła kostiumy walczyły o Oskara (Faraon, Ziemia Obiecana, Noce i Dnie oraz Nóż w Wodzie). Poza kostiumami tworzyła również scenografie do spektakli teatralnych, filmów i spektakli teatru telewizji. 

Duet to niezwykły. Nic więc dziwnego, że miejsce, które wspólnie stworzyli opowiada niezwykłą historię. I nie chodzi o fotografie, plakaty, ani projekty strojów, którymi obwieszone są ściany. Chodzi o same ściany - o kolor i jakość tapet, o ich intensywną czerwień, o głębokie indygo,  chodzi o meble, które wyglądają, jak wyrafinowana scenografia. Czasem rokokowa, albo klasycyzująca, czasem niczym z epoki napoleońskiej z rzeźbionymi drewnianymi kolumienkami otoczonymi złotą szarfą. Żaden mebel nie znalazł się tutaj przez przypadek. Ktoś wybrał zarówno niewielką toaletką ustawioną tuż za drzwiami, jak i potężne łóżko z trzema owalnymi zwierciadłami w zagłówku. Ktoś zagospodarował tę przestrzeń tak, żeby świadczyła o wyrafinowanym guście, o niezgodzie na bylejakość. Po mieszkaniu porozrzucane są bibeloty, które przypomnieć mają, że Pani Barbara i Pan Stanisław naprawdę tu mieszkali. W tych wnętrzach, że to nie scenografia, ale ich oikos - przestrzeń życiowa.

Mieszkanie zdobią także rajskie ptaki strojów zaprojektowanych według pomysłu Pani Barbary - wspomniana już zbroja Don Kichota, renesansowe kostiumy z serialu Królowa Bona, albo olbrzymia czerwona barokową suknia, która znalazła dla siebie miejsce w ogrodzie zimowym. 

Od kiedy odkryłem to miejsce byłem tam jeszcze dwa razy przy okazji jakichś wydarzeń. Być może miałem nawet okazję spotkać tam Panią Barbarę, ale nie pamiętam ani samych wydarzeń, ani osób, które te wydarzenia gromadziły. Niezależnie od tego, co działo się w środku, to miejsce wysuwało się na plan pierwszy. Domagało się stu procent mojej uwagi. A ja pozwalałem, żeby mnie niosło, przez marzenia, o tym, co pamiętają te ściany, co widziały, albo co mogłyby zobaczyć. 

Za każdym razem kiedy znajduję się w tej przestrzeni, ogarnia mnie przemożna potrzeba, żeby zostać, stać się częścią tych historii. Być może nasz projekt to właśnie takie zawirowanie powietrza, które choć efemeryczne, zostanie po nas w tych ścianach. 

Czasem szkoda, że tam mało słychać o tym miejscu na mieście. Zasługuje na to by o nim mówiono. Ale… może w tym właśnie tkwi jego urok, że mówi się o nim szeptem… i tylko tak. 

 

Pretekstem do tego był kończący się właśnie rok Ingardena. Bo przecież Ingarden i gardina, to prawie anagramy. A sponsorem i partnerem filmiku zostały Katowice Miasto Ogrodów. 

 

Muzeum Historii Katowic, Dział Teatralno-Filmowy

ul. Kopernika 11

2020-12-10

Powrót